The Final Cut

Przekład: Lasotnik   |   Końcowe cięcie: Requiem dla powojennego marzenia (1983)


POWOJENNE MARZENIE

Powiedz mi prawdę, powiedz za co ukrzyżowano Jezusa?
Czy za to samo, za co umarł tata?
Czy to dla ciebie? Czy to przeze mnie?
Czyżbym oglądał za dużo telewizji?
Czy to nie oskarżenie tli się w twoich oczach?
Gdyby ci przeklęci skośnoocy
Nie byli tak dobrzy w budowaniu statków,
To stocznie na rzece Clyde
Nadal stałyby otwarte.
Lecz im też nie może być do śmiechu
Tam, pod wschodzącym słońcem,
Z tymi wszystkimi samobójstwami
Wśród ich dzieci.
Co my narobiliśmy? Maggie, co narobiliśmy?
Co my zrobiliśmy Anglii?
Czy powinniśmy podnieść głos?
Czy powinniśmy krzyczeć?
Co stało się z powojennym marzeniem?
Och, Maggie!
Maggie, co myśmy zrobili?


MOŻLIWOŚCI TWOJEJ PRZESZŁOŚCI

Trzepoczą za tobą możliwościami twojej przeszłości.
Błyskotliwymi niekiedy i wariackimi...
Czasem pełnymi strachu i zagubienia.
Ostrzeżenie dla wszystkich dowódców na stanowiskach,
By zadbali również o swoją prawdopodobną przyszłość.
Na opuszczonych bocznicach rosnące maki
Splatają się z bydlęcymi wagonami,
Stojącymi w oczekiwaniu
Na kolejną podróż...
Czy mnie pamiętasz?
Pamiętasz jacy byliśmy?
Czy sądzisz, że powinniśmy
Być sobie bliżsi?
Stanęła w wejściu, a upiór uśmiechu
Nawiedził jej twarz niczym
Szyld taniego hotelu.
Jej chłodne oczy błagały mężczyzn w prochowcach
O złoto w ich walizkach lub noże w ich plecach.
Jeden, przechodząc dumnie, wyciągnął pustą dłoń
Wówczas byłem tylko dzieckiem - mówi,
Dziś jestem tylko mężczyzną...
Czy mnie pamiętasz? Pamiętasz jacy byliśmy?
Czy sądzisz, że powinniśmy być sobie bliżsi?
Zaopiekowano się nami, ozięble i pobożnie.
Pokazano jak poczuć się dobrze i kazano czuć się źle.
Zastraszani i uciszani nauczyliśmy się modlić,
A nasze uczucia uciekły w głębię zimną jak glina.
Znerwicowani przez trzepoczące zza pleców chorągwie,
Nasza wizja przeszłości lec przecież nie może...
W strzępach szmat.
Czy mnie pamiętasz? Pamiętasz jacy byliśmy?
Nie sądzisz, że powinniśmy być sobie bliżsi?


JEDEN Z NIEWIELU

Będąc jednym z tak niewielu w kraju pod twymi stopami,
Co robisz, by doczekać końca?
Uczysz.
Sprawiasz, że są wściekli,
Sprawiasz, że są smutni,
Sprawiasz, że dodają dwa do dwóch.
Robisz z nich mnie, robisz z nich ciebie,
Sprawiasz, że robią to, czego oczekujesz.
Przyprawiasz ich o śmiech,
Przyprawiasz ich o płacz,
Sprawiasz, że kładą się na ziemi i umierają.


POWRÓT BOHATERA

Jezu, Jezu, o co tyle krzyku?
Staram się jakoś doprowadzić do porządku
Tych małych niewdzięczników.
Gdy byłem w ich wieku, zgasły wszystkie światła.
Nie było czasu na jęki i osowiałe miny.
I nawet teraz pewna część mnie
Przelatuje tysiące stóp nad Dreznem.
Mimo to, oni nigdy nie zgłębią sarkazmu
Jako kryjówki rozpaczliwych wspomnień.
Kochanie, kochanie, czyżbyś już zasnęła?
To dobrze, bo tylko wówczas potrafię 
Odezwać się do ciebie...
Jest coś takiego, co zamknąłem na kłódkę.
To pamięć zbyt bolesna, by wytrzymać światło dnia.
Gdy powróciliśmy z wojny,
Transparenty i chorągwie wisiały w każdych drzwiach.
Tańczyliśmy i śpiewaliśmy na ulicy,
A w kościele rozbrzmiewał dzwon.
Lecz mimo, że moje serce płonęło
Nadal tliła się i pamięć
Słów umierającego strzelca,
Usłyszanych w awiofonie...

 

MARZENIE STRZELCA

Płynąc w dół, poprzez chmury,
Spieszą mi na spotkanie
Wspomnienia.
W przestrzeni pomiędzy niebiosami
Oraz gdzieś tam, w zakątku obcej ziemi
Miałem sen.
Miałem sen...
Żegnaj, Max.
Żegnaj, Mamusiu.
Po ceremonii, gdy kroczycie zwolna do samochodu
Jej włosów srebro lśni w chłodzie listopadowego powietrza.
Słyszysz wolne bicie dzwonu
I dotykasz kawałka jedwabiu przy swej piersi.
A kiedy krople łez witają
Pokrzepiające dźwięki orkiestry,
Bierzesz jej słabiutką dłoń
I przytrzymujesz, aż nadejdzie marzenie...
Miejsca do życia
Wystarczająco dużo, by móc jeść.
Gdzieś, gdzie starzy bohaterowie włóczą się bezpiecznie po ulicy.
Tutaj o swoich wątpliwościach i obawach
Możesz śmiało mówić głośno.
A co więcej, nikt nigdy nie rozpływa się w powietrzu.
Nigdy nie słyszysz o standardowym rozkazie
Wykopania twoich drzwi.
Możesz spokojnie odpocząć po obu stronach torów,
A fanatycy nie wysadzają muzyków w powietrze
Za pomocą pilota.
I każdy człowiek zawsze ma prawo się odwołać.
I nikt tam nie zabija dzieci.
Nikt nie zabija dzieci.
Noc po nocy,
Zataczając koła po moim umyśle,
To marzenie doprowadza mnie do szału.
Gdzieś tam, w zakątku obcej ziemi
Strzelec spędza noc.
Co się stało, to się nie odstanie...
Nie możemy po prostu wykreślić jego ostatniej sceny.
Zwróćcie uwagę na jego marzenie.
Zwróćcie uwagę...


PARANOICZNE OCZY

Zaciśnij wargi.
Nie pozwól wyśliznąć się tarczy.
Świeżym chwytem weź swą kuloodporną maskę.
A jeśli spróbują przebić twoje przebranie swoimi pytaniami,
Możesz się schować, schować, schować...
Za paranoicznymi oczami.
Waleczną twarz wkładasz, zasypiając przy drodze nad flaszką.
Szeroki masz uśmiech, gdy przypadkowo podpierasz się barem.
Tak głośno się śmiejesz z całej reszty świata,
Ty i chłopaczki z paczki.
Chowasz się, chowasz, chowasz...
Za skamieniałymi oczami.
Uwierzyłeś w ich gadki o sławie, majątku i chwale,
Teraz tkwisz zagubiony w alkoholowej mgle wieku średniego.
Gwiazdka na niebie okazała się wisieć zbyt wysoko,
Więc chowasz się, chowasz się, chowasz...
Za swymi brązowymi, łagodnymi oczami.


ZABIERAJ SWE BRUDNE ŁAPSKA OD MOJEJ PUSTYNI

Breżniew zżarł Afganistan,
Begin 
zżarł Bejrut.
Galtieri znak Brytanii zjadł.
No więc Maggie,
Po śniadaniu już,
Okręt wzięła wraz z załogą.
Najwidoczniej, by namówić go
Do zwrotu.


DOM KU PAMIĘCI FLETCHERA

Weźcie stąd wszystkie swoje przerośnięte niemowlaki
I zbudujcie im dom,
Miejsce wyłącznie dla nich.
Dom Ku Pamięci Fletchera
Dla nieuleczalnych tyranów i królów.
Codziennie mogliby pokazywać się sobie
W tamtejszej telewizji szpitalnej.
By mogli upewniać się, że wciąż są prawdziwi.
Jedynie to łączy ich z odczuwaniem...
Panie i Panowie, powitajmy serdecznie:
Oto Reagan i Haig,
Pan Begin z osobą towarzyszącą,
Pani Thatcher oraz Paisley...
Pan Breżniew i spółka,
Duch McCarthy'ego i wspomnienie Nixona.
A teraz, dodając nieco koloru,
Śmietanka towarzyska w postaci
Grupki anonimowych pakowaczy mięsa z Ameryki Łacińskiej.

Czy oni oczekują od nas jakiegokolwiek szacunku?
Mogliby polerować medale i ostrzyć uśmiechy,
Czy znęcać się nad sobą w ramach rozrywki.
Bum-bum! Pif-paf!
Kładź się, nie żyjesz.
Poczucie bezpieczeństwa dzięki stałej obserwacji
Zimnego, szklanego oka.
Dajmy im ich ulubioną zabawkę,
Układni chłopcy i grzeczne dziewczynki
W Domu Ku Pamięci Fletchera
Dla kolonialnych próżniaków szastających duszami.
Czy wszyscy siedzicie już w środku?
Czy dobrze się bawicie?
Ostateczne rozwiązanie
Czeka na zastosowanie...


PORT W SOUTHAMPTON

Wysiedli tu w czterdziestym piątym,
Żadnego słowa, ani uśmiechu.
Za dużo wolnych miejsc pośród szeregów...
Zebrawszy się przy Cenotafie
Przysięgli schować noże ofiarne.
Tak nam dopomóż.
Lecz teraz...
Przy porcie w Southampton
Stanęła Ona, ze swą chusteczką
I letnią kiecką,
Lgnącą w deszczu do mokrego ciała.
W niemej desperacji
Kostki palców aż bieleją
Kurczowo ściskając oślizgłe cugle.
Raz jeszcze dzielnie machnęła chustką
Na pożegnanie swoim chłopakom.
Lecz ciemna plama między jego łopatkami
Nie znika, lecz się powiększa.
Bezdźwięcznie przypominając pola maku i mogiły.
A po bitwie, tak jak zwykle,
Wydaliśmy to, co zarobili...
Lecz gdzieś na dnie naszych serc
Poczuliśmy końcowe cięcie.


KOŃCOWE CIĘCIE

 

Poprzez zniekształcające soczewki załzawionych oczu,
Z trudem ustalam oblicze tej chwili w mym czasie.
Nie lecę bynajmniej przez błękit przejrzystego nieba,
Pospiesznie pikuję do mej kryjówki w ziemistym dołku.
Jeśli wynegocjujesz coś z polem minowym na podwórku...
Jeśli pobijesz psy i zdołasz oszukać
Zimne, elektroniczne ślepia...
Jeśli dokonasz tego wszystkiego, to miń strzelbę w korytarzu,
Wstukaj odpowiednią kombinację cyfr...
Zerknij przez judasza...
I jeśli mnie jeszcze zastaniesz, zdradzę ci co kryje się za Murem.
Jest tam dzieciak, który miał halucynację
Kochał się z panienkami z kolorowych pism.
Zastanawia się czy dobrze sypiasz ze swą odzyskaną wiarą...
Czy ktoś mógłby go pokochać?
Czy może to tylko marzenie szaleńca?
Jeśli pokażę ci moją ciemną stronę,
Czy zechcesz jeszcze przytulić mnie w nocy?
A jeśli otworzę dla ciebie serce
I obnażę swoje słabości...
Co wówczas zrobisz?
Czy sprzedasz swą historię Rolling Stone'owi?
Czy zabierzesz dzieci jak najdalej,
Zostawiając mnie tu, samego?
Czy uśmiechniesz się na pocieszenie
Szepcząc słowa przez telefon?
Czy powiesz mi, bym się pakował?
A może zechcesz zabrać mnie do domu?
Pomyślałem, że powinienem obnażyć uczucia.
Pomyślałem, że powinienem odsłonić kurtynę.
W drżących dłoniach trzymałem już ostrze
Będąc gotowym, by to zrobić.
Lecz...
Nagle zadzwonił telefon.
Nigdy nie miałem dość odwagi, by wykonać końcowe cięcie.


NIE TERAZ, JOHN

Pieprzyć tamto, musimy zająć się tym!
Musimy wykończyć tych chytrych Japońców.
Ogniska domowe płoną, lecz brakuje drzew.
Więc pieprzyć tamto, bo trzeba zająć się tym!
Zakaz postoju.
Utracę pracę.
Z rozumem się rozstał,
Sylikon powstał.
Jaka znów bomba?
Weź, przesuń się.
To wypłaty dzień.
Sypiaj na sianie,
Wraz z załamaniem.
Ustalmy kwotę,
Wielką szósteczkę.
Stuka tu stukot,
Poczekaj chwileczkę...
No nie... Bingo!
Przypraw ich o śmiech,
Przypraw ich o płacz,
Spraw, by tańczyli w przejściach.
Spraw, by płacili.
Spraw, by zostali.
Spraw, by poczuli się dobrze.
Nie teraz, John!
Musimy zająć się pokazem filmu.
Hollywood czeka na końcu tęczy!
Kogo obchodzi o czym to jest,
Skoro dzieciaki i tak biegają do kin?
Nie teraz, John!
Musimy zająć się przedstawieniem.
Czekaj, John! Muszę zająć się tym!
Nie wiem czemu ma to służyć,
Ale pasuje tutaj jak...
Przyjdź pod koniec zmiany,
To się pogniewamy.
Lecz nie teraz, John!
Teraz muszę zająć się tym.
Poczekaj, John...
Myślę, że jest w tym coś dobrego.
Kiedyś czytałem książki, ale...
To rzeczywiście mogłyby być aktualności
Lub jakakolwiek inna drwina,
A nawet spektakle wielokrotnego użytku.
Pieprzyć tamto, musimy zająć się tym!
Musimy wykończyć tych chytrych Japońców.
Nie ma co się obawiać Wietnamczyków.
Ruskiego niedźwiedzia musimy mieć u swych stóp!
No, może nie ruskiego niedźwiedzia,
Może lepiej Szwedów?
Argentynie już pokazaliśmy, to teraz pokażmy im!
Pokażemy, że jeśmy twardzi,
Maggie z nas też będzie dumna
Na-na-na-na-na-na!
S'cusi dove il bar?
Co?!
Se para collo pou eine toe bar?
S'il vous plait ou est le bar?
Mów po angielsku!
Te! Gdzie jest cholerny bar, John?
Noo, teraz brzmisz po ludzku!
Och, Brytania! Brytania żądzi w biały dzień!
Dalej, Maggie!!
Młotem! Młotem! Młotem! Młotem!
Od razu!


DWA SŁOŃCA O ZACHODZIE

W lusterku mojego auta
Słońce chyli się ku zachodowi,
Tonąc za mostami na swej drodze.
A ja rozmyślam o wszystkich dobrych rzeczach,
Których nigdy nie skończyliśmy.
Gdyż cierpię na przeczucia...
Potwierdzone podejrzeniami...
Nadchodzącego ludobójstwa.
Zardzewiały drut z korkiem na końcu
W buteleczce trzymał gniew...
Widocznie puścił, i nagle dzień
Nastaje jeszcze raz.
Słońce wisi tam, na wschodzie,
Chociaż dzień się przecież kończył.
Dwa słońca o zachodzie,
Hmmmmmm...
Czy to możliwe? Ludzkość pierzchnie.
Jak w momencie, gdy hamujesz
Sunąc wprost pod ciężarówkę,
Rozciągasz mroźne chwile swoim strachem.
Nie usłyszysz już ich głosów,
Nigdy nie zobaczysz twarzy,
Nie masz prawa się odwołać, już nie.
Wraz z topnieniem szyb
Moje łzy wyparowują,
Do obrony zostawiając
Tylko węgiel.
Wreszcie rozumiem uczucia
Owych pamiętnych Niewielu...
Popiół i diament,
Wróg i przyjaciel,
U kresu wszyscy będziemy równi.