Meddle

Przekład: Lasotnik   |   Wściub (1971)


JEDEN Z TYCH DNI

Któregoś dnia potnę cię na kawałeczki!

 

WIETRZNA PODUSZKA

Pierzyny chmura rozciąga się
Wokół mnie zmiękczając każdy dźwięk.
Czas ospały, gdy tak leżę
Z ukochaną mą u boku,
Tak spokojny jest jej oddech...
Kona właśnie świecy płomień.
Nadchodzi noc, zamykasz drzwi,
Książkę kładziesz na podłodze.
Gdy ciemność zapada i toczą się fale,
Zmienia się wszystko, wiatr dmucha ciepło.
Zasypia łabędź, budzi się sowa,
Spostrzegłeś sen, lecz już się schował.
Zielone pola, gdzie chłodny deszcz
Pada obficie o złotym świcie,
A pod ziemią głęboko gdzieś
Poranka wczesnego dźwięk.
Opadam...
Czas ospały, gdy tak leżę
Z ukochaną mą u boku,
Tak spokojny jest jej oddech...
I unoszę się jak ptak,
Pośród mgły, gdy w niebie szlak
Znaczą pierwsze promienie.
I ustaje powiew nocy...

 

NIEULĘKNIONY

Mówisz, że wzgórze zbyt strome jest. Wdrap się!
Mówisz, że wolisz, bym spróbował sam...
Wskaż tylko miejsce, a czas wybiorę ja!
By stanąć na szczycie sposób własny mam.
Poczekaj tylko na stosowny dzień,
A górując ponad linią drzew i chmur
Usłyszę dźwięk i spojrzę w dół.
Ten dźwięk to bzdury, które rzekłeś tu...
Bez strachu matoł napotkał tłum, szczerząc się.
Bezlitosny sędzia odwraca się,
Marszcząc brew.
Kto tu jest błaznem? Kto koronę ma?
By zejść teraz stamtąd sposób własny znajdź.
Stosowny do tego każdy dzień.
Górując nad linią stroskanych czół,
Wsłuchaj się w dźwięk i popatrz w dół.
Tu twarze ludzi ujrzyj, nie zaś tłum.


SAINT TROPEZ

Gdy dosięgam brzoskwini,
Za kanapę zsuwam się
Będąc tutaj, w Saint Tropez...
Patyk złamałem o kawał cegły w piasku,
Ląduję na fali przy lektyki trzasku.
Sypiam tu sam, pośród bzyczącej ciemności,
Czuję drapiący mnie piach,
Pozostawiony przez ukochaną.
Głęboko w mych snach słyszę nadal jej słowa:
Jeśliś samotny, odwiedzę cię.
Zacofane gołąbki, przywiązane do domu,
Porwane przez wiatr w zdezelowanym aeroplanie.
O srebrnej łyżeczce w domu nie było mowy,
A popijam szampana dziś jak magnat rasowy.
Nim pogoda zdąży całkiem załamać się tu,
Zdążę pozbierać rozsiane wszędzie myśli swe.
Z wiatrem pospieszę ku nowemu dniu,
A jeśliś samotna, odwiedzę cię.
W zaciszu wiejskim przystanę na chwilę,
By plotek posłuchać miejscowych gości.
W pustej dłoni grzebię palcem jak w kopalni złota,
Notesik otwieram, dla formalności.
W miejsce nad morzem prowadzisz mnie.
Słyszę twój głos, tak łagodny jest.
Przez telefon na później umówimy się,
Jeśliś samotna, odwiedzę cię.


SEAMUS

Siedziałem sobie w kuchni,
Seamus - to mój pies - latał gdzieś...
Siedziałem sobie w kuchni,
A Seamus, stary łajdak, nie...
Wiecie, gdy słońce tonęło zwolna,
Ogar mój przed domem siadł i szlochał...


ECHA

Ponad głową albatros
Nieruchomo wisi na wietrze,
A w głębi pod grzebieniem fal
Labirynty koralowych grot.
Tam echo czasu zamierzchłego
Poprzez piasek niesie cichy płacz,
I wszystko zieleni się tak podmorsko...
Wskazać drogi nie ma kto,
I zdradzić nam gdzie lub czemu,
Lecz coś popycha, coś próbować chce
W stronę światła wspinać się.
Nieznajomi kroczą kryjąc wzrok,
Gdy im w oczy spojrzy ktoś,
A przecież jestem tobą i widzę mnie...
Czy chwycić mam za twoją dłoń,
I przeprowadzić poprzez ląd,
By pomóc sobie jak najlepiej to pojąć?
Nikt nie wzywa, by dalej szli,
Nie zaciska powiek im,
Lecz wszyscy milczą, żadnych prób
Wokół Słońca lotów tu...
Każdego dnia tak bezchmurna
Jawisz się przebudzonym oczom,
Zapraszasz i zachęcasz mnie, bym wstał.
A przez okno w ścianie strumień
Niesie na słonecznych skrzydłach
Milion jasnych delegatów poranka.
Lecz nikt do snu nie nuci mi,
Zamknąć oczu nie pomaga nikt,
Więc okna otworzywszy swe
Przez niebiosa wołam cię...