THE DARK SIDE OF THE MOON


 

 

LISTA UTWORÓW:

01. Speak To Me
02. Breathe (In The Air)
03. On The Run
04. Time / Breathe (Reprise)
05. The Great Gig In The Sky
06. Money
07. Us And Them
08. Any Colour You Like
09. Brain Damage
10. Eclipse
  
  
 


Premiera: 24.03.1973

Długość: 42:54

Zespół: Roger Waters / David Gilmour / Richard Wright / Nick Mason

Współpraca: Dick Parry, Clare Torry

Chórki: Leslie Duncan / Barry St. John / Liza Strike / Doris Troy

 

Nagrody: platynowa płyta / piętnastokrotna multi-platynowa płyta / diamentowa płyta

 

Opis: Jako że jest to Ciemna Strona, zajmijmy się Ciemną Stroną Księżyca. Najpierw technicznie. Dlaczego z każdym nowym wydaniem tego arcydzieła rodzi się osobliwy problem z podziałem muzyki na utwory? Czyżby wynikało to z założenia, że "Dark Side" jest suitą? Czy uśmiechnięty pan przed komputerem, który dzieli muzyczną całość na ścieżki nośnika bazuje na kryterium swojego słuchu? Czy znajoma jest mu myśl twórcy? Czy jego młoda ręka słusznie łączy ze sobą Speak To Me i Breathe w jedną ścieżkę? Skupmy się przez chwilę na liście utworów, które tworzą to dzieło. Jest ich dziesięć. Pierwszy z nich to uwertura Speak To Me. Drugim jest kojący nerwy Breatheznany również jako Breathe In The Air. Po nim następuje jego przeciwieństwo, czyli przesiąknięty stresem On The Run. Po przeciągłej eksplozji zaczyna się ciche tykanie zegarów. To znak, że zaczął się utwór Time. W połączeniu z repryzą utworu Breathe tworzy on czwartą ścieżkę. Okładki płyt przemilczają ten fakt, bo kolejny pan nie wiedział, czym rzeczywiście jest album The Dark Side Of The Moon, w jak niekonwencjonalny sposób jest obmyślony i na czym polega repryza. Jak gdyby ktoś przykazał lekceważyć wszystko, co nie trwa co najmniej 120 sekund. Jak na ironię, dzieje się to przy utworze Time... Kolejnym utworem jest The Great Gig In The Sky z poruszającą wokalizą Clare Torry. Kurz opada, utwór się kończy. W tym miejscu zgrabnie obmyślana pauza kończy pierwszą stronę płyty winylowej. Do tego momentu każdy utwór mijał przechodząc płynnie w kolejny. Nieprzerwany przekaz muzyczny umożliwiła nie tylko świetna aranżacja muzyczna Floydów i mistrzowska inżynieria dźwiękowa Alana Parsonsa, ale również pomysłowe wykorzystanie fragmentów wypowiedzi kilku (nie)zwykłych ludzi, które co kilka minut słyszymy wplecione w muzykę. Z dźwiękiem otwierającej się kasy zaczyna się utwór szósty, czyli Money. Podobnie jak w pierwszej połowie, między utworami w drugiej nie zaplanowano żadnych przerw. Jednak od teraz, granice między utworami zaznaczane są bardziej stanowczo. Czyżby "pewne siebie" Money było miejscem, w którym promień światła ulega rozszczepieniu? Siódmym utworem jest refleksyjny Us And Them. Ósmy to Any Colour You Like, czyli miejsce na solowe popisy Wrighta i Gilmoura. Dziewiątym utworem jest Brain Damage, a ostatnim Eclipse, mający charakter lirycznego podsumowania, morału. Gdy muzyka cichnie, słychać jeszcze bicie serca. Księżyc nie ma żadnej ciemnej strony, tak naprawdę wszystko jest ciemne... Niektórzy mylą się sądząc, że końcowy dźwięk bijącego serca jest zapętlony w wersji winylowej. Nie jest i nigdy nie był. Floydzi nigdy nie weszli dwa razy do tej samej rzeki, a sztuczką z zamkniętym rowkiem na płycie popisali się za to wcześniej, w czasach Atom Heart Mother (zapętlonym dzięki temu odgłosem był dźwięk kapiącej z kranu wody). Chciałbym jeszcze wspomnieć o "całkiem nowych, kolorowych, ekskluzywnych" okładkach, które towarzyszą każdemu wznowieniu, powoli puszczając pierwowzór w niępamięć. Te gwałty pozostają powszechnie niezauważone lub są wręcz aprobowane. Jak można zmieniać coś, co na przestrzeni lat stało się symbolem, marką, synonimem Pink Floyd, czymś nieodłącznym, kultowym i rozpoznawalnym na całym świecie? Dlaczego nie upamiętnić którejś rocznicy, domalowując makijaż i pasemka Mona Lizie? Leo na pewno byłby zachwycony taką modernizacją. Nieśmiertelność dzieła Floydów tkwi przecież w jego zamyśle, a nie w niekończącej się historii poprawek, dokonywanych przez biznesmenów z EMI. Skromność i prostota, którą przyciągała pierwotna okładka, została zatarta nowymi projektami tego samego autora. Storm Thorgerson - choć jest artystą genialnym - już kilkakrotnie lansował nowe wersje starych pomysłów. Nie widziałbym w tym niczego złego, gdyby owe grafiki nie stanowiły okładek płyt. No dobrze, wystarczy zrzędzenia!

The Dark Side Of The Moon okazał się ponadczasowy. Pomińmy sympatię kolejnych pokoleń odbiorców oraz dziki kult medialny, jaki otacza tę płytę praktycznie od jej premiery. Ten album wciąż jest aktualny, ponieważ nie zmieniło się nic spośród tych rzeczy, które od dawna frustrują młodość u progu dorosłości. Ciemna Strona Księżyca to wyraz rozczarowania światem galopującego materializmu, brakiem empatii, przemocą, zobojętnieniem, marazmem, nudą, schematem "praca-chata-praca-chata" - wszystkim, czym twoje życie będzie już zawsze. W wyniku tego zderzenia, wielu ludzi czuje się staro jeszcze za młodu. Gdy młodość usycha w taki sposób, życie przestaje być doświadczeniem, ustępując miejsca pustce i poczuciu zgorzknienia. Człowiek staje się jednym z szaleńców, oklaskujących sympatie i uprzedzenia bandy hipokrytów, złodziei i próżniaków. Dlatego właśnie ta muzyka, wraz z kojącym zrozumieniem, które Ciemna Strona Księżyca niesie w swoim przesłaniu, pozostanie prawdziwym skarbem, eliksirem młodości. Przynajmniej dopóty, dopóki wszystko zdaje się ciemne...

 

<< poprzedni  |  ALBUMY  |  następny >>